Stawy w Parku Norweskim pod presją. Spór o ścieki trwa od lat

Stawy w Parku Norweskim pod presją. Spór o ścieki trwa od lat

FOT. Urząd Miasta w Jeleniej Górze

W Parku Norweskim od dawna nie chodzi już wyłącznie o spacerowe alejki i uzdrowiskowy spokój. W tle toczy się uporczywy spór o wodę, ścieki i odpowiedzialność za kolejne skażenia stawów oraz potoku Czerwonka. Urząd miasta opisuje serię kontroli, pism i odwołań, które od 2022 roku miały zatrzymać problem u źródła. Na razie sprawa wciąż wraca, a kolejne instytucje dostają te same pytania: co jeszcze trzeba zrobić, by woda przestała być zagrożeniem.

  • Pierwsze sygnały przyszły z Parku Norweskiego
  • Marczyce i Czerwonka stały się osią długiego sporu
  • Rurociąg ma zdjąć ciężar z oczyszczalni, ale finał nadal się oddala

Pierwsze sygnały przyszły z Parku Norweskiego

Zaczęło się od niepokojących sygnałów dotyczących stawu w Parku Norweskim. Po pierwszych oględzinach miejskie służby wskazywały, że do mętnej wody mogło dojść po gwałtownym uwolnieniu dodatkowych zasobów wodnych ze stawów podgórzyńskich, co wzniosło muł i szlam z dna. Szybko jednak okazało się, że to dopiero fragment większego problemu, bo sprawa nie kończyła się na jednym incydencie.

W kolejnych miesiącach urząd miasta kierował pisma do gminy Podgórzyn, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, sanepidu i Wód Polskich. Inspektorzy potwierdzali nieprawidłowości w gospodarce ściekowej, a wśród wskazywanych uchybień pojawiało się przede wszystkim niestosowanie się przez KSWiK do warunków pozwolenia wodnoprawnego. Woda w Parku Norweskim przestała być więc tylko sprawą estetyki. Stała się sprawą bezpieczeństwa.

Z czasem w parku pojawiły się trzy tablice ostrzegawcze z informacją, że to miejsce nie jest przeznaczone do kąpieli. Taki krok nie był ozdobnikiem, lecz sygnałem, że władze miasta traktują problem serio. Późniejsze badania próbek wody, przekazane przez PWiK WODNIK, potwierdziły zanieczyszczenie o charakterze ścieków bytowych. To już nie była jedynie lokalna anomalia, ale twardy dowód, że do układu wodnego trafia coś, czego tam być nie powinno.

Marczyce i Czerwonka stały się osią długiego sporu

W centrum całej historii znalazła się oczyszczalnia ścieków w Marczycach, zarządzana przez KSWiK. To z niej, jak wynika z ustaleń przytaczanych przez miasto, dochodziło do niekontrolowanych zrzutów do potoku Czerwonka. Podczas kontroli pojawiały się opisy szarych ścieków odprowadzanych do cieku, a także zapienienia i zanieczyszczenia wody. W ocenie inspektorów problem nie był jednorazowy, lecz wynikał z niewystarczającego nadzoru nad pracą urządzeń oczyszczalni oraz naruszeń warunków pozwolenia.

Prezydent Jeleniej Góry uruchomił więc długą serię interwencji. Miasto wniosło o cofnięcie pozwolenia wodnoprawnego dla oczyszczalni, a samo zostało stroną postępowania. Z biegiem czasu pojawiały się kolejne pisma, zażalenia i prośby o wzmożone kontrole. Sprawą zajmowały się WIOŚ, Wody Polskie, Wydział Ochrony Środowiska urzędu miasta, wójt gminy Podgórzyn, a także komisje Rady Miejskiej Jeleniej Góry. Z dokumentów wynika też, że urząd miasta pytał o nowe inwestycje i o to, czy nie dokładano do systemu kolejnych obciążeń bez odpowiedniego zaplecza ściekowego.

Ważny wątek pojawił się w odpowiedzi samego KSWiK. Spółka przyznała, że w okresach wzmożonego ruchu turystycznego, zwłaszcza w weekendy, oczyszczalnia w Marczycach bywa przeciążona. To istotne, bo pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie awarii czy pojedynczego błędu, ale także skali presji, jaką na infrastrukturę wywierają kolejne obiekty i sezonowy napływ gości. W praktyce przekłada się to na jakość wody w potoku Czerwonka i na stan zbiorników po stronie Jeleniej Góry.

Rurociąg ma zdjąć ciężar z oczyszczalni, ale finał nadal się oddala

Miasto nie ograniczyło się do kontroli i pism. W ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych Aglomeracji Jeleniogórskiej przeznaczono ponad 21 milionów złotych unijnego dofinansowania na modernizację i rozbudowę oczyszczalni w Marczycach. Równolegle planowany jest rurociąg Sosnówka–Miłków z dwiema tłoczniami, który ma odciążyć system i pozwolić na przekierowanie około 400 metrów sześciennych ścieków na dobę do oczyszczalni w Mysłakowicach.

To właśnie ten element mieszkańcy mogą traktować jako najważniejszy z technicznego punktu widzenia. Jeśli inwestycja zostanie domknięta, oczyszczalnia w Marczycach ma wreszcie zacząć pracować w granicach pozwolenia wodnoprawnego i nie odprowadzać ścieków niedostatecznie oczyszczonych do Czerwonki. Na razie jednak terminy się przesuwają, a kolejne pisma urzędników pokazują, że droga do poprawy jest długa. Gmina Podgórzyn zapowiada jeszcze przetarg na modernizację, ale to wciąż etap poprzedzający realne roboty.

Problemem pozostaje też stan prawny decyzji o cofnięciu pozwolenia. Choć została wydana, odwołania KSWiK sprawiły, że nie uzyskała ostateczności. Dlatego miasto nadal prosi o wzmożone kontrole, a po kolejnym zanieczyszczeniu zauważonym wiosną 2026 roku Straż Miejska i Wydział Ochrony Środowiska wystąpiły do WIOŚ o analizę, czy miało ono charakter naturalny czy antropogeniczny. W tej sprawie nie ma prostego zakończenia. Jest za to długa lista działań, które pokazują, jak trudno zatrzymać problem, gdy źródło pozostaje aktywne.

na podstawie: Urząd Miasta Jelenia Góra.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta w Jeleniej Górze). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.