Teatr 55 rozbroił widzów w chwili, gdy scena przestała być bezpieczna

Teatr 55 rozbroił widzów w chwili, gdy scena przestała być bezpieczna

FOT. UM Karpacz

Już po kilku minutach „Eksperymentu” łatwo było stracić pewność, kto tu naprawdę patrzy na kogo. Spektakl Teatru 55, pokazany 11 kwietnia, od początku ustawia widza w niewygodnej pozycji – nie pozwala mu zostać tylko obserwatorem. Na scenie pojawia się energia dobrze zgranego zespołu, ale najważniejsze dzieje się gdzieś pomiędzy grą a reakcją sali. Właśnie tam rodzi się napięcie, które zostaje jeszcze długo po ostatnim ukłonie.

  • Scena, która nie daje bezpiecznego dystansu
  • Zabawny ton ustępuje miejsca niepokojowi

Scena, która nie daje bezpiecznego dystansu

W „Eksperymencie” najpierw uderza sposób, w jaki aktorzy budują wspólny rytm. Joanna Kamińska, Stanisław Wesołowski, Dariusz Massa Kawecki i Ema Siemieniec grają tak, jakby od początku wiedzieli, że tu nie chodzi o zwykłe odtwarzanie ról. Ich obecność jest żywa, czujna, czasem zaskakująco swobodna, a momenty improwizacji tylko wzmacniają wrażenie, że wszystko dzieje się tu i teraz.

Spektakl prowadzi widza przez przestrzeń, w której granica między sceną a publicznością staje się coraz mniej oczywista. Nie ma tu komfortu bezpiecznego siedzenia z boku. Każda kolejna scena podsuwa sygnał, że to, co dzieje się na scenie, dotyka także patrzących z sali.

Za tę konstrukcję odpowiada Grzegorz Reszka, który zbudował świat lekko przekrzywiony, ale właśnie dzięki temu tak sugestywny. Wszystko wydaje się odrobinę przesadzone, celowo podkręcone, a jednak znajome. Ironia uderza w środowisko teatralnych recenzentów, lecz nie zatrzymuje się na żarcie – szybko przeradza się w pytanie o to, jak łatwo ocenia się cudzą pracę i jak trudno samemu pozostać poza grą.

Zabawny ton ustępuje miejsca niepokojowi

W przedstawieniu jest sporo błyskotliwości i humoru, który wywołuje szczery śmiech. Nie trwa on jednak długo w tej beztroskiej formie. Pod spodem pracuje coś bardziej wymagającego – dyskomfort, który narasta z każdą minutą i zostawia ślad już po wyjściu z sali.

„Eksperyment” nie daje gotowych odpowiedzi. Zamiast tego rozsuwa kilka niewygodnych tematów naraz: czym właściwie jest sztuka, gdzie kończy się oglądanie, a zaczyna uczestnictwo, i jak bardzo człowiek chce zachować dla siebie bezpieczny dystans. Tego wieczoru teatr nie był tylko opowieścią. Stał się sprawdzianem tego, na ile widz zgadza się wejść do środka.

na podstawie: Urząd Miejski w Karpaczu.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Karpacz). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.