Jeleniogórscy licealiści wrócili z Pogorii z bagażem morskich wspomnień

Jeleniogórscy licealiści wrócili z Pogorii z bagażem morskich wspomnień

FOT. UM Jelenia Góra

Na pokładzie Pogorii nie było miejsca na szkolną rutynę – zamiast ławek były liny, żagle i wiatr, który raz dawał oddech, a raz zatrzymywał rejs w porcie. Uczennice i uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Jeleniej Górze spędzili kilka dni na Morzu Liguryjskim, ucząc się pracy w wachcie i życia na barkentynie. Start był kapryśny, bo pierwsze chwile w Imperii upłynęły pod znakiem deszczu i silnego wiatru, ale później trasa poprowadziła ich przez Portovenere, Santa Margherita Ligure i Portofino. To był rejs szkolny, który szybko zamienił się w historię o współpracy, odwadze i widokach, jakich nie da się zatrzymać w pamięci na jeden wieczór.

  • Pierwsze dni w porcie zamiast otwartego morza
  • Wachty, żagle i delfiny, które przecięły wzburzoną wodę
  • Zostali ludzie, którzy trzymali ten rejs w ryzach

Pierwsze dni w porcie zamiast otwartego morza

VII rejs żaglowcem Pogoria odbył się w dniach 13–21 marca 2026 r. i od początku wystawił młodzież na próbę. Z Jeleniej Góry wyjechali przy dobrej pogodzie, ale włoski początek nie był już tak łaskawy – deszcz i porywisty wiatr przytrzymały załogę w porcie. Zamiast szybkiego wyjścia na wodę przyszła cierpliwość, a wraz z nią pierwsza morska lekcja: na morzu nie wszystko da się przyspieszyć.

„Przez pierwsze dwa dni staliśmy w porcie, nie wiedząc, kiedy i czy w ogóle ruszymy na pełne morze”

Dopiero gdy warunki się poprawiły, statek obrał kurs na Portovenere i wreszcie mógł pokazać młodym żeglarzom, czym naprawdę jest życie na otwartym morzu. Dla uczestników to nie była tylko wycieczka, ale ćwiczenie charakteru – bo każdy dzień na pokładzie wymagał innego rodzaju dyscypliny.

Wachty, żagle i delfiny, które przecięły wzburzoną wodę

Załogę podzielono na cztery wachty, a każda miała własny fragment statkowej odpowiedzialności. Jedni prowadzili dziennik pokładowy i czuwali nad sterem, inni zajmowali się posiłkami oraz porządkiem pod pokładem, a kolejni dbali o liny i czystość na górnym pokładzie. Na Pogorii wszystko miało swoje miejsce i swoje tempo – od pierwszego ruchu ręki przy linach po ostatnie zabezpieczenie żagli po zakończonej żegludze.

Szczególne emocje budziła praca na wysokości. Wspinaczka na reje dawała zastrzyk adrenaliny, ale też nagrodę, której nie da się kupić – szeroki widok na Ligurię i morze rozciągające się aż po linię horyzontu. To właśnie tam, wśród wiatru i fal, rejs nabierał właściwego sensu: nie chodziło wyłącznie o przepłynięte mile, ale o doświadczenie, które zostaje z człowiekiem na długo.

Podczas kolejnego etapu, w drodze do Santa Margherita Ligure, morze znów pokazało swój trudniejszy charakter. Fale urosły, pokład zaczął pracować mocniej, a równowaga stawała się wyzwaniem. Właśnie wtedy w pobliżu statku pojawiły się delfiny. Ten obraz – zwierzęta przecinające wzburzoną wodę obok żaglowca – musiał zostać w pamięci uczestników jako jeden z najbardziej filmowych momentów całego rejsu.

Z Margherity młodzież ruszyła jeszcze pieszo do Portofino, słynącego z kolorowych domów i portowej scenerii, po czym Pogoria obrała kurs powrotny do Imperii. W ten sposób zamknęła się pętla podróży, ale nie zakończyły się jeszcze jej skutki – bo takie wyjazdy zwykle wracają później w rozmowach, zdjęciach i opowieściach.

Zostali ludzie, którzy trzymali ten rejs w ryzach

Organizatorzy podkreślają, że bez zaangażowania opiekunów i stałej załogi wyprawa nie miałaby takiego charakteru. Młodzieżą opiekowali się nauczyciele Dominika Dziedzińska i Tomasz Raczyński, a rodzice sfinansowali wyjazd i pomagali przy organizacji. To właśnie takie zaplecze zwykle decyduje o tym, czy szkolna inicjatywa staje się jednorazowym wydarzeniem, czy pełnoprawną przygodą z ambicją i poziomem.

W relacji uczestników mocno wybrzmiewa też wdzięczność wobec stałej załogi. Oficerowie mieli pomagać przy chorobie morskiej, bosman pilnował lin, żagli i porządku, a kucharz dbał o to, by pod pokładem nie zabrakło energii do pracy. Całość spinała kapitan, która miała być równocześnie opanowana, czujna i gotowa do udzielania wskazówek w najważniejszych momentach rejsu.

Już wkrótce ma odbyć się spotkanie wszystkich sympatyków wyprawy, podczas którego zaplanowano pokaz zdjęć i materiału filmowego przygotowanego dzięki pracy Tomasza Raczyńskiego. Dla uczestników będzie to pewnie moment, w którym morze wróci na salę – razem z wiatrem, żaglami i obrazami, które trudno wyrzucić z głowy po takiej podróży.

na podstawie: Urząd Miasta w Jeleniej Górze.